Krótkie przemyślenia

O terapeucie…

Gdy idziemy do terapeuty to nie dlatego, że jesteśmy ofiarami losu.

W ten sposób pozwalamy sobie pomóc wyjść z kołowrotka, w którym aktualnie utkwiliśmy. Taka wizyta może być dla nas inspiracją i oznaką wewnętrznej siły.

Czasem jedna osoba jest w stanie poprzez zadanie właściwego pytania (bo terapeuci nie udzielają rad, działają na zasobach pacjenta) uruchomić cały proces zmian. Uświadomić rzeczy, z których nie zdawaliśmy sobie sprawy, choć one od zawsze w nas były

Sami w codziennych czynnościach i natłoku obowiązku nie zawsze potrafimy tak szczerze zajrzeć w głąb siebie.

I nie chodzi mi o uzależnianie się od wizyt u terapeuty, przecież to nasze życie i dobrze nauczyć się jak sobie w nim radzić. Dobrze wyrobić własne skuteczne metody rozwiązywania problemów.
Ale czasem potrzebna jest pomoc, motywacja czy odnalezienie kierunku i nie jest to nic złego. A wręcz przeciwnie, warto uzyskać świeże spojrzenie na nasze rozterki.

Tak samo jest na przykład z trenerem personalnym. Korzystanie z tego rodzaju usług nie jest oznaką słabości.
Może za to oznaczać potrzebę fachowej pomocy, wskazówek, wsparcia i obecności podczas ćwiczeń.
A co najważniejsze może być wyrazem odwagi, że w końcu wzięliśmy życie w swoje ręce.

To nie porażka przyznać się do tego, że czegoś nie wiemy. Nikt nie jest alfą i omegą, a świat stworzony jest tak, aby wzajemnie się uzupełniać.

Chcemy się rozwijać i uzyskać nową wiedzę, dlatego też czytamy książki i blogi, chodzimy na szkolenia, rozmawiamy z innymi czy oglądamy filmy.

Tak samo możemy traktować wizytę u terapeuty.

Z miłością

 

O zmianie…

Wiem, że takie oczywiste oczywistości od rana do was wysyłam.
Wszyscy chyba znają to powiedzenie „Bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć w świecie”.

Ale ja dziś pisząc „świat” mam na myśli naszych najbliższych: rodziców, rodzeństwo, partnerów, dzieci, przyjaciół i znajomych.

Ile razy dziennie dajemy innym złote rady, bardzo dobrze wiedząc jak ktoś powinien żyć?
Jak bardzo lubimy być wyroczniami, które poznały wiedzę tajemną: „co, gdzie, kto i jak”.

Sama śmieję się czasem ze swojego mądralińskiego Ego, które lubi rozporządzać czym się da. Taka jego natura. Warto jedynie nie dać się temu zdominować.

A ile razy mówimy „to twoja wina”, „zraniłeś mnie”, „zdenerwowałeś mnie” czy „wyprowadziłaś z równowagi”? Najlepiej chciałby się wtedy cofnąć czas, wymazać gumką „Myszką” niewygodną sytuację i kazać komuś zmienić swoje zachowanie czy powiedzieć coś innego, tak abyśmy poczuli się lepiej.
Bo niestety często tak bardzo pragniemy, aby inni postępowali po naszemu, że zapominamy, że to my jesteśmy władcami swoich umysłów.

I ja nie mówię, że trzeba brać wszystko na siebie, tłumaczyć innych, być nad wyraz wyrozumiałym i dać sobie wejść na głowę.

Mówię, że w sytuacji, w której jest nam źle dobrze spojrzeć w głąb siebie. W sytuacji, w której pragniemy zmienić ludzi wokół nas zastanowić się: „a może ja potrzebuję remontu własnego wnętrza?”

Bardzo pomocne w związku

Taka krótka refleksja na dziś, bo przede mną kolejne wyzwania trochę związane z ego, a trochę z wewnętrznym dzieckiem.

Z miłością

Obraz może zawierać: niebo, chmura, ocean i tekst
O miłości…

Świat stanął na głowie, poważnie.
Wszyscy rodzimy się jako słodkie, niewinne bobasy. Rodzice kochają nas, zachwycają się nami i dbają najlepiej jak potrafią. (Pomijam przypadki, gdzie tego nie było). Nie musimy nic robić, wystarczy, że jesteśmy. Powiem więcej, sramy w pieluchy, jemy i śpimy na zmianę. Wymagamy całodobowej opieki, a świat klęka u naszych stóp.

Jesteśmy cudem.

Później wszystko wygląda już zupełnie inaczej, ponieważ wraz z tym jak dorastamy rodzina i otoczenie oczekują od nas więcej i więcej. A kolejno to my sami stawiamy sobie coraz bardziej wygórowane wymagania. A co gorsza z tego powodu przestajemy wierzyć w naszą wyjątkowość, bo wydaje nam się, że jesteśmy wybrakowani. Że to, co robimy nie jest wystarczająco dobre i wartościowe. Tracimy wiarę, że nasze istnienie może być jedynym powodem, aby nas kochać.
Potrzebujemy coś zrobić, wykazać się, wyglądać lepiej, zarabiać więcej, zdobywać trofea, osiągać szczyty możliwości i być kimś. Tylko kim?

Co się stało? I co najważniejsze, jak zatrzymać tę maszynerię?

Myślę, że trzeba powiedzieć sobie „stop”, inaczej całe nasze życie stanie się biegiem donikąd. Krzyknąć: „już dość” głośno i wyraźnie, tak aby usłyszała nasza dusza.
Właśnie w moim życiu nadszedł ten moment kiedy odkręcam całe lata uszczęśliwiania innych, pędu i presji, wymagania od siebie niemożliwego, aby dostać miłość rodziców. Uczę się teraz po prostu być. Uczę się żyć na nowo, jakbym znowu była tym małym bobasem, które kocha. Kocha siebie i innych bez powodu.

Żyję na tym świecie.
Oddycham.
Słucham.
Obserwuję.
Jestem miłością.
Po prostu Istnieję.
To jest moja prawdziwa natura, nie muszę zasłużyć na miłość, bo ona już jest.
To jest Twoja prawdziwa natura, nie musisz zasłużyć na miłość, bo już ją masz.
Z miłością

 

 

O opinii…

To nie opinii innych powinniśmy się bać, tylko swojej własnej.
Dlatego, że to co myślimy o sobie ma odbicie w świecie zewnętrznym.

Jeśli nie szanujemy siebie, inni będą nam to pokazywać. Nie każdy i nie wszędzie, jednak właśnie takie zachowania, będą nas godzić najmocniej.

Np. jeśli nie szanujemy swojego ciała, objadając się, stosując używki, nie chodząc do lekarza, kiedy coś nam dolega to wtedy każda uwaga w temacie naszej sylwetki będzie ciosem prosto w serce.
Ale tak naprawdę do kogo mamy pretensje? Jeśli sami o sobie myślimy, że nie zasługujemy na szacunek to jak możemy wymagać go od innych?

Jeśli uważamy, że jesteśmy w czymś niewystarczająco dobrzy, to każda (nawet z dobrą intencją) uwaga, że warto coś poprawić w swoich działaniach będzie odbierana jako atak.
Wiem, bo sama to przeżywałam.

To nie dana opinia wywołuje w nas emocje, tylko fakt, że w głębi ducha się z nią zgadzamy. Odrzucamy ją, bo przecież nikt nie chce być nieudacznikiem, egocentrykiem czy ofiarą losu.

Ale, aby przestać bać się komentarzy ze strony otoczenia to dobrze na początku zmienić o sobie zdanie na takie, które nas wspiera, a nie dołuje.

Świat, który nas otacza to tylko odbicie tego co mamy w sobie, tak więc to kolejna motywacja, aby myśleć o sobie dobrze.
Bo każdy z nas jest cudowny. Kwestia nastawienia

Z miłością

Obraz może zawierać: ocean i tekst
O wyborach…

Wiecie, ja nie jestem zwolenniczką udawania.
Często sama na forum piszę, że mam trudne emocje.

Jednak przerabianie traum i nieprzeżytych emocji to inna bajka. Tam dobrze jest zająć się tym co trudne. Ukochać się i iść dalej.

Ale dziś mówię o codzienności.
O decyzjach jakie podejmujemy wstając z łóżka.
Czym karmimy naszą głowę kiedy otwieramy oczy?
Czy w ogóle jesteśmy tego świadomi?

A może właśnie dzisiaj dobrze się temu przyjrzeć?
Jak nastawiamy się na cały dzień.

Jakie myśli przychodzą bez głębszych refleksji ?
Czy są one wspierające, czy może dołujące?

Przekonałam się o tym, że to my decydujemy o naszych myślach.
Tyle, że warto robić to dzień po dniu. Powolutku.
To tak jak z ćwiczeniami, po pierwszym treningu nie schudniemy 10 kilo. Wiem, bo trenuję od 6 – ciu lat

Jaką decyzję podejmiesz dzisiaj?

Z miłością

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i tekst
O mocy w nas…

Wiecie co jest najpiękniejsze?
Fakt, że pomimo tego, że otoczenie na nas wpływa to jednak my w ostateczności wybieramy jak chcemy się zachować.
Wiem, że w silnych emocjach nie jest to takie łatwe.
Ale wykonalne.
Dlatego warto praktykować techniki uważności, tak aby dać sobie CZAS NA REAKCJĘ.
I naprawdę ten czas jest. Czasem trwa nawet kilka sekund, ale zawsze możemy z niego skorzystać.
Ośrodek decyzyjny nie jest poza nami, jest w nas.
Po raz kolejny pokazuję, MAMY TĘ MOC.
To cudowna wiadomość!
Z miłoŚcią

Obraz może zawierać: tekst, na zewnątrz i przyroda