Jak moje pojednanie z tatą sprawiło, że czuję się kompletna ?

Przez większość mojego życia uciekałam od taty tyrana i alkoholika. Zamiast go kochać bałam się go i przez to zamknęłam na niego serce. Uznałam w swoim dziecięcym umyśle, że on nie zasługuje na miłość. Myślę, że przez to żaden mój związek nie miał racji bytu. Ponieważ odsunięcie od taty spowodowało, że odsuwałam się od mężczyzn w ogóle, nienawidziłam ich, choć czasem twierdziłam, że kocham.

Jednak w głębi duszy chciałam być sama. Chciałam, aby wszyscy dali mi spokój, tak jak w dzieciństwie. Aby tata już nie zawołał mnie do swojego pokoju po pijaku i wygłaszał przemówienia na zmianę z przepytywaniem. Chciałam  wrócić do swojej samotności, gdzie mężczyzna nie krzyczy, nie krzywdzi, nie istnieje. Samotność, która dawała ukojenie i równie mocno wypalała każdą część mojego jestestwa. Przecież to normalne chcieć być z kimś. I to nad wyraz zwyczajne, że dziecko pragnie miłości obojga rodziców. Nawet jeśli zapierałam się rękami i nogami, że nie potrzebuję nikogo to wciąż pragnęłam mieć tatę. Tatę, jakiego nigdy nie miałam, wspierającego i kochającego całą swoją mocą. Tak bardzo chciałam napełnić się  tą miłością oraz męską energią, aby odzyskać w życiu równowagę.

Pomoże ci to, od czego uciekasz

Tak więc z jednej strony uciekałam, a z drugiej potrzebowałam ojca. Czułam się rozdarta, nie wiedziałam gdzie jest mojej miejsce. Wylądowałam w skrajnościach, w życiu byłam zagubioną, małą dziewczynką, niedojrzałą kobietą, a w seksie próbowałam być nad wyraz władczym mężczyzną, tam odreagowywałam agresję. Moja dusza szukała jednak cały czas równowagi, nie można być tylko słabym albo tylko mocnym. Dlatego też dostajemy część kobiecą od mamy i część męską od taty. Nie tylko genetycznie, ale także emocjonalnie i duchowo. Jeśli odrzucimy któregoś z rodziców to tym samym odrzucamy w sobie cechy, predyspozycje i uczucia związane z tą płcią. Nie możemy odnaleźć spokoju i harmonii. Motamy się jak uwięziony ptak, chcemy wzbić się wysoko, ale nie mamy siły, ponieważ to, co pomogłoby nam się uwolnić zostało wyrzucone na śmietnik.

Odrzuciłam bezwzględnie tatę i pomimo, że daleko było mu do ideału, nie wzięłam od niego nic co dobre. A przecież miał kilka cech, które przydałoby mi się w życiu. Takie jak odwaga, siła czy pewność siebie. Można powiedzieć, że lubił być wręcz nieustraszony. A ja? Ja zmieniłam się w kruchą, porcelanową laleczkę, która nie potrafi wypowiedzieć nawet swojego zdania z obawy przed oceną innych.

Bez pojednania nie będę kompletna

„Przepracowywałam” relację z tatą przez trzy lata. Przeszłam przez żal, złość, obojętność i litość. Cała paleta uczuć przewijała się przez moje ciało oprócz jednego – miłości. Doszłam w końcu do wniosku, że ja chyba go nie kochałam, skoro nie potrafię tego poczuć. Nie miałam dla niego nawet skrawka szacunku. Ponieważ w moich oczach był niszczycielem, zasługującym na pogardę. Ale przecież wiedziałam, że bez pojednania się z nim nie będę kompletna, nie ruszę dalej. Ponieważ to, od czego uciekałam i z czym walczyłam było ze mną związane jeszcze mocniej. Tak działa opór. Kolejny mój partner pokazywał mi, że sprawa z tatą nie była zakończona. Odreagowywałam swoją frustrację na osobie, której to nie dotyczyło, ale niestety dotykało.

Najtrudniejsze było to, że uczucia, które miałam do ojca odczuwałam także względem siebie. Uważałam, że nie można mnie kochać taką jaką jestem, można za to mną gardzić i mnie odrzucać. Dlatego podświadomie niszczyłam siebie i moje relacje. Bo jak można być z kimś takim jak ja? On zmarł, a ja zostałam sama z tymi emocjami. Zostałam po to, by przerwać tę nienawiść.

Niespodziewane uczucia na terapii duchowej

Aż w końcu miesiąc  temu trafiłam na terapię duchową. Nie wiedziałam na czym ona dokładnie polega, ale byłam tak zmęczona i zdeterminowana, że chwytałam się wszystkiego. Na sesji zdarzyło się coś, czego się nie spodziewałam, to był prawdziwy cud. Wyruszyłam na spotkanie ze sobą i z tatą. Tym cudem była pełna miłości wspólna rozmowa, której nigdy nie doświadczyłam. Rozmowa o tym co nas bolało i jak bardzo chcemy to zmienić.  Poczułam głęboko w sercu jak przez całe życie za nim tęskniłam, jak bardzo chciałam, żeby mnie kochał i jak bardzo ja chciałam pozwolić sobie na miłość do niego. Ta głęboko skrywana tajemnica, którą ukrywałam przed sobą samą wyszła na powierzchnię. ( Najczęściej kiedy rodzice nas krzywdzą zakazujemy sobie miłości do ich, albo nienawidzimy się za to uczucie.)  W trakcie sesji wszystko się zmieniło, postanowiliśmy stworzyć od nowa naszą historię. Czułam jak ogromny ciężar spada mi z serca, w końcu pozwoliłam sobie na miłość do ojca, który niszczył wiele pięknych rzeczy. Ale był moim tatą i dzięki niemu żyję, dzięki niemu mogę tu być, uczyć się i doświadczać. Niezwykle poruszające było to spotkanie, które pozwoliło mi zrobić ogromny krok na przód.

Po sesji tata przyśnił mi się kilka razy i nie były to już sny o biciu i piciu. Były to sny o miłości, tak jakbyśmy naprawdę zaczęli od nowa. Żartowaliśmy i śmialiśmy się, a później złapałam go za rękę i pierwszy raz w życiu powiedziałam do niego „Tatusiu”. A dzisiaj przyśnił mi się przed moim rodzinnym domem, stał z rozpartymi ramionami czekając na mnie, przytulił mocno i powiedział: „tak bardzo za tobą tęskniłem”. Wzruszam się kiedy to piszę. Ponieważ ta miłość była jak wiosna po całej okrutnie długiej zimie nienawiści. Wypuszcza we mnie swe pąki, kwitnie delikatnymi kwiatami, otula zapachem świeżego powietrza, tak jakbym rodziła się na nowo. Składam w sobie wszystkie części układanki, którą ja sama jestem. Powoli zaczynam czuć się kompletna.

Wybaczenie jest dla nas

Rodzice to bardzo drażliwy temat, sama wiem jak trudno im wybaczyć, jak trudno przestać roztrząsać swoje zranienie i puścić to, co złe. Nieistotne czy ktoś zasłużył na wybaczenie, ponieważ nie robimy tego dla tej osoby, tylko dla swojego spokoju. A poczucie, że rodzic nie zapłacił za swoje błędy i trzeba poszukać dla niego kary to ból wewnętrznego dziecka, który warto wypłakać. Bez tego trudno puścić bolesne wspomnienia.

Nienawiść zawsze prowadziła mnie w ślepy zaułek i nadal odczuwam jej skutki. Długi był proces przejścia z żalu do miłości, pomimo to wiem, że warto tam zmierzać. Proces ten nadal trwa, ale spokój, który teraz czuję wart jest wszystkiego co robiłam.  Wiem, że powrót do swoich korzeni i uleczenie zaschniętych ran to najpiękniejszy prezent dla nas samych, ponieważ bez tego nie jesteśmy kompletni.

Z miłością <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.