Większość z nas to DDA i DDD. Poznaj podstawowe wzorce. Część 1

DDA i DDD to temat powszechnie znany w terapii. Ostatnio na Facebook’u zobaczyłam wydarzenie,  związane z tą właśnie tematyką, a nad nim opis: nie musisz zaznaczać, że będziesz w wydarzeniu, jeśli chcesz zachować prywatność. Wystarczy napisać wiadomość.

Poruszyło mnie to w jakiś sposób. Odebrałam DDA jako coś wstydliwego. Pewnie wynika to z faktu, że niektórzy nadal przerabiają toksyczny wstyd tak dotkliwie znany z dzieciństwa. Tym bardziej cieszę się, że ja już potrafię mówić o tym głośno.

I to naprawdę nic złego wychować się w rodzinach alkoholowych czy dysfunkcyjnych. Musimy tylko zrozumieć, że to NIE NASZA WINA. Bo my byliśmy tylko dziećmi, za które odpowiedzialni byli rodzice.  Powiem więcej, większość z nas wychowała się w takich rodzinach, choć może nie zdawać sobie z tego sprawy.  Nie oznacza to jednak, że jesteśmy źli czy wybrakowani. Jest to jedynie informacja o tym, że nasi rodzice byli niewydolni opiekuńczo czy wychowawczo. Na całe szczęście to my mamy wybór, czy chcemy powtarzać takie schematy.

Czym jest dysfunkcja?

No, ale do rzeczy. Kim jest dorosłe dziecko alkoholika to przecież wiadomo, ale tak zwana „dysfunkcja” owiana jest mgłą tajemnicy. No i tak naprawdę może nią być wszystko co odbiega od normy. Jednak dziś pokrótce. Do podstawowych dysfunkcji w rodzinie należą:

– Alkoholizm lub inne uzależnienia

–  Choroba psychiczna w rodzinie

–  Przemoc fizyczna lub psychiczna, maltretowanie i wykorzystywanie seksualne

– Rozwód rodziców: emocjonalny lub prawny

– Emigracja jednego z rodziców lub długotrwała nieobecność

–  Nadużycia emocjonalne, nadopiekuńczość i nadmierna kontrola, brak opieki lub totalna swoboda w działaniu dziecka

–  Stawianie nieadekwatnych wymagań wobec dziecka. Tym samym wchodzenie dzieci w różne role, np. kozioł ofiarny, opiekunka, gwiazda  rodziny. Jak również wchodzenie w rolę partnera jednego z rodziców.

– Psychiczne opuszczenie dzieci, czynne odrzucanie i dewaluowanie dziecka.

Spójrzmy teraz na powyższą listę i zastanówmy się przez chwilę, czy gdzieś tam spoczywa odpowiedzialność dziecka? Nie. Dlatego fakt, że wychowaliśmy się w rodzinie dysfunkcyjnej nie jest żadnym powodem do wstydu. Może być co jedynie motywacją do zmiany.

Jak wyglądają zaburzone wzorce?

Dla przybliżenia tematu przedstawię kilka wzorców, które powstały  na skutek takiego wychowania i ich wpływ na życie dorosłego człowieka. Dzisiaj tylko trzy, bo to temat rzeka, a jutro kontynuacja. Być może znajdziecie coś, co dotyczy także was.  Być może pomoże zrozumieć i wyjść z błędnego koła własnego postępowania.  Ja jako DDA znam je wszystkie bardzo dobrze, z tą różnicą, że teraz wiem jak sobie z nimi radzić.

1. Rola ofiary

Zaburzenia w rodzinie wyrobiły w nas poczucie, że zależymy od innych i tym samym „inni” mogą nas skrzywdzić. Skoro w gronie najbliższych czuliśmy się skrzywdzeni, na zewnątrz nie może być inaczej. W dorosłym życiu możemy mieć poczucie, że nie mamy wpływu na swoje życie.  W moim przypadku uwypuklało się to w relacjach partnerskich, gdzie przeważnie czułam się jak zależna od drugiej osoby ofiara.

Jest to związane ściśle z poczuciem własnej wartości. W głowach DDA i DDD powstaje przekonanie, że nie zasługują na szczęście, miłość, sukces itd. Jeśli w domu nie było możliwości zaspokojenia podstawowych  potrzeb to w dorosłym życiu trudno uwierzyć, że jesteśmy tego warci.

Dużo więcej o roli ofiary pisałam  tutaj: http://karinasikorska.pl/2018/07/26/5-powodow-dla-ktorych-warto-byc-ofiara/

2. Toksyczny wstyd

To o czym wspomniałam już na początku. Życie w rodzinie alkoholowej, dysfunkcyjnej czy jednej i drugiej nie jest dla wielu powodem do dumy. W szkole dzieci potrafią naśmiewać się z osób, które różnią się od innych.  Wstyd przyznać się do tego, że brakuje pieniędzy, tata zostawił mamę, ktoś cię uderzył, czy w domu ty opiekujesz się rodzeństwem. Ja do tej pory pamiętam jak chodziłam z mamą do Opieki społecznej po pieniądze. Mama miała na sobie tonę fluidu lub okulary przeciwsłoneczne, ponieważ najczęściej jej twarz ozdabiały fiolet sińców pod oczami lub czerwień zaschniętych ran na wargach. Wstydziłam się tego, że była pobita i tego, że musiałyśmy prosić o pomoc finansową, pomimo, że ja nie byłam odpowiedzialna za tą sytuację. To jest właśnie toksyczny wstyd.

W dorosłym życiu może to objawiać się w unikaniu kontaktu z innymi, zamknięciem, życiem w izolacji czy niechęcią do mówienia o swoich problemach. Takiej osobie trudno jest podjąć psychoterapię, ponieważ ma skłonności do depresji i trudności w komunikacji. Często jednak to jedyne rozwiązanie, aby z wydostać się z przeszłych emocji.  Wstyd jak wszystkie uczucia jest potrzeby, jednak  bezpodstawny i w nadmiarze staje się trujący. Osobę, która ma z tym problem często łatwo jest zawstydzić, wprowadzić w zakłopotanie, żarty na swój temat bierze bardzo do siebie, jest wrażliwa, skryta i najchętniej schowałaby się w mysią dziurę.

Znam to, ponieważ zawsze byłam takim właśnie wycofanym dzieckiem. W dorosłym życiu największy mój strach stanowiło wypowiadanie się na forum, przy mniejszej lub większej liczbie osób. Jednak, aby przestać być szarą myszką i mieć w końcu własne zdanie zaczęłam powoli to pokonywać. Nie było łatwo, ale warto, ponieważ wiem jak bardzo wpłynęło to na jakość mojego życia. Najpierw były to rozmowy z przyjaciółmi, później z terapeutami, następnie na szkoleniach wśród obcych ludzi,  a na koniec dzielenie się tym na blogu. Długi był to proces zanim zrozumiałam, że ja i moja przeszłość nie są powodem do wstydu. Dziś jestem tego już pewna.

3. Poczucie winy

Poczucie winy mocno związane jest ze wstydem. Jeśli wstydzimy się za swoich bliskich to najczęściej mamy wrażenie, że oni zachowują się tak przez nas. Że może gdybyśmy byli lepsi i grzeczniejsi to tata by nie rozwiódł się z mamą, to rodzice by mnie nie bili, nie piliby, to mama nie wyjechałby za granicę do pracy.

Dziecko uważa się za centrum swojego wszechświata, dlatego wszystko co się dzieje wokół niego bierze bardzo do siebie. W dorosłym życiu może mieć problem z zaniżonym poczuciem własnej wartości, przyjmować zbyt wiele obowiązków, poświęcać się dla innych i zaniedbywać tym samym własne potrzeby. Osoba z wysokim poczuciem winy nieświadomie zadaje sobie karę. Tam gdzie wina, tam musi być kara. Tą karą może być pozwalanie ludziom na złe traktowanie, podejmowanie pracy za niską płacę czy wchodzenie w toksyczne relacje.  No i najczęściej znane, brak przyzwolenia na szczęście.

Z poczucia winy rodzi się także chęć ratowania innych. Kiedyś chcieliśmy uratować rodziców, mamie bez taty zastąpić partnera, by była szczęśliwa, pomóc w obowiązkach domowych takich jak gotowanie, pranie i opiekowanie się rodzeństwem, czy chowaliśmy butelki, aby przestali pić. Z takim schematem ratowania później wchodzimy w relacje, nie zdając sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie mamy mocy, aby nikogo ocalić. A myślenie typu „przy mnie się zmieni, ja mu pomogę” jest tylko naiwną fantazją dziecka, a nie oczekiwaniem dojrzałej osoby.

Co mi pomogło wyjść z takiego myślenia ? Świadomość, że każdy ma wpływ tylko na siebie. A poczucie winy wypłakiwałam na wizualizacjach z wewnętrznym dzieckiem.

 

Do jutra <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.