3 najważniejsze aspekty rozwoju. Jak je połączyć?

Wiecie co? Kiedy weszłam w tak zwany rozwój to zamiast nagłego oświecenia miałam mętlik w głowie. I do dziś pewne sprawy są dla mnie niczym z Archiwum X. No ale muszę przyznać, że także wiele się rozjaśniło. Co konkretnie mam na myśli pisząc „mętlik”?

Chodzi o szerokość i zakres tematyki rozwoju. Od duchowości, poprzez podświadomość, aż do terapii behawioralnej, która działa na zasadzie wyrabiania nowych zachowań, czyli w oparciu o działania świadome.

Pójdziesz do mnicha, tam dowiesz się, że jesteś duszą w ciele człowieka i wszystko jest iluzją. Wybierzesz się do psychoterapeuty, tam dowiesz się, że twoje problemy wynikają z trudnego dzieciństwa, nawet jeśli takie nie było. Zawitasz u psychologa, a on ci powie, że dobrze zmienić nawyki postępując świadomie i uważnie.

Zacznijmy duchowo, duszyczki

Ja trzy lata temu poznałam faceta, który był 18 lat starszy ode mnie. Podawał się za drugiego Osho. Błyszczał wiedzą, spokojem i miłością, więc mu uwierzyłam. Zauroczyłam się w nim przeogromnie, tak że postanowiłam rzucić wszystko i wyprowadzić się do Niemiec. Wydawał mi się ucieleśnieniem dobra, czasem zastanawiałam się co on robi jeszcze na ziemi, bo zachowywał się jak oświecony.

Wmawiał mi, że można kochać kilka osób na raz, a najlepiej kilka kobiet na raz. Że można być w związku i sypiać w innymi, bo każdy jest wolny. I ja naprawdę wtedy uwierzyłam, że można kochać miłością bezwarunkową wszystkich i być ucieleśnieniem dobra. Nawet próbowałam taka się stać. Jednak po naszym rozstaniu okazało się, że nie kocham całego świata, nie jestem wcale Matką Teresą i mam za sobą dużo trudnego dzieciństwa i nawyków do zmiany. Bez załatwienia podświadomych ran trudno było mi stać się ucieleśnioną duszą.

A największą iluzją okazał się on sam, czyli ukochany z Niemiec. Bo tak naprawdę chodziło mu o bzykanie panienek na boku i strach przed prawdziwym związkiem, który jego zdaniem był więzieniem.

Sama duchowość nie wystarczy jeśli nie dotykamy tych najtrudniejszych rzeczy. Dlatego że podświadomość i świadomość to niezaprzeczalne fakty.

Tak więc poznałam ofiarę „ rozwoju duchowego” w pełnej krasie. Mój ex nie dotykał swoich problemów, mówił, że „nie wchodzi w to”.

Coś mi nie grało, było tam za dużo rozjazdu w tym co mówi, a w tym jak się zachowuje, ta sprawa śmierdziała. No i tak jak z każdą iluzją bywa, kiedyś musi się roztrzaskać. Choć jak widać niektórzy idą w nią zaparte, no i ok.

Sama duchowość jest dla mnie czymś pięknym, wierzę w Boga, modlę się i są chwile kiedy doświadczam bezkresnej miłości, jednak nie może stać się  wymówką, aby nie stawić czoła rzeczywistości. Nie ma drogi na skróty. Jeśli wmówisz sobie, że jesteś miłością i na każdym kroku bez względu na nastrój, pogrzeb bliskiej osoby, problemy zdrowotne, czy brak pieniędzy będziesz się tak zachowywać nie pozwalając sobie na przeżycie trudnych emocji to możesz poważnie zabłądzić. Jesteśmy całością. Duchem, ciałem i umysłem.

A jak widać niektórzy stamtąd już nie wracają. Tak więc zanim wejdziemy w pozytywne myślenie może dobrze zastanowić się z jakiego powodu mamy takie negatywne.

O tym jak zrezygnowałam z pozytywnego myślenia w każdej sytuacji pisałam tutaj: http://karinasikorska.pl/2016/04/21/dlaczego-przestalam-byc-zwolenniczka-pozytywnego-myslenia-w-kazdej-sytuacji/

Podświadome procesowanie potrzebne, jednak nie wystarczy

Drugim aspektem jest wejście w podświadomość. Bardzo potrzebna sprawa, pod warunkiem, że nie zostaniemy tam na amen. No i tutaj także mamy potwora, który potrafi nas pożreć, przeżuć i strawić. Leżymy w tych ciemnościach i leżymy. Tarzamy się w tym błotku i tarzamy. A bagna przeszłych traum wciągają jak ruchome piaski i można tak przez całe życie.

W podświadomości mamy wspierające i blokujące przekonania, no ale nie okłamujmy się, nikt nie zajmuje się tym co fajne, tylko tym co kijowe. To normalne, spokojnie. Jak w palec wejdzie nam drzazga to chcemy ją usunąć. Tak samo jest z programami, jak coś boli to chcemy, żeby przestało. Najzwyklejsza rzecz na świecie. Warto usunąć tkwiące w nas drzazgi, prawda?

Jednak przechodząc jedynie podświadome procesy, lecząc w kółko rany z dzieciństwa i wypatrując kolejnych błędów w naszym oprogramowaniu można przegapić życie. Dlatego ja także nie jestem zwolenniczką siedzenia tam jak na za długiej obradzie, w której wychodzą jedynie kolejne problemy. Można bowiem utkwić w myśleniu typu „co jeszcze mam do przepracowania, naprawienia, co jeszcze ze mną jest nie tak”.

I choć ta dziedzina jest moim konikiem (stworzyłam nawet całodniowe warsztaty na ten temat ) to nie jestem wielbicielką opierania na tym swojego życia. Dobrze wejść, przeżyć, a później wyjść. A jak pojawi się kolejny trud, to znowu wejść, wypłakać, wykrzyczeć, uwolnić i zamknąć te drzwi. Nie trzeba uwijać sobie gniazdka w podświadomości, wystarczy że mamy na tyle odwagi, aby stanąć w nią twarzą w twarz.

Świadomość to nie wszystko, choć bez niej ani rusz

No i została nam świadomość. Niektórzy uczeni mówią, że to tylko 7% naszego życia. Co??? No właśnie. Reszta to sabotaż podświadomości. My jedno, ona drugie. My chcemy Zdzicha, a ona daje nam Krzycha. My chcemy zostać milionerami, a ona wpędza nas w kredyty. My pragniemy ciała jak Beyonce, a wyglądamy jak… (dodaj swoje przykłady).  Kurczę, tak jakoś na opak. Dlatego pisałam powyżej o podświadomości..

Świadome działania są bardzo potrzebne, gdyby nie to zostalibyśmy pewnie na etapie jaskiniowców. Choć pierwotne instynkty nadal są częścią naszego człowieczeństwa to jednak to MY mamy wybór jak chcemy się zachować. Jak pokierujemy swoim życiem, kogo wybierzemy sobie na partnera, czy jak zainwestujemy pieniądze. Po to właśnie potrzebujemy świadomości.

Całe trio w drodze do sukcesu

Dzisiaj już wiem, że aby stać się kompletną potrzebuję połączyć wszystkie trzy części rozwoju. Dlatego, że jak dla mnie jedna nie istnieje bez drugiej.

Chcę wierzyć w Boga i w to, że mam duszę, by odnajdywać w sobie najgłębsze pokłady miłości.

Chcę pogodzić się z przeszłością, być szczęśliwą tu i teraz. A mogę to zrobić poprzez uwolnienie żalu, złości, poczucia odrzucenia i bezsilności, których doznałam w dzieciństwie.

Oraz chcę żyć świadomie, mieć wpływ na swoją rzeczywistość, być odpowiedzialną za swój los i mieć poczucie, że wiele zależy ode mnie. Bo resztą zajmie się Bóg 😉

Jestem Karina, istota duchowa, wewnętrzne dziecko i dorosła kobieta. I z tym całym towarzystwem wyruszam w świat. A ty, kim jesteś ?

Z miłością <3

2 komentarze

    • Katarzyna, Styczeń 7, 2019, 1:36 pm

    Odpowiedz

    Tak pięknie napisane…ale tak trudno czasami zastosować do siebie…

    1. Odpowiedz

      Wiem Kasiu, najważniejsze to być tego świadomym i dać sobie czas. Powodzenia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.