Nowy rok, nowa ja. Motywacja na sto dwa

To jest ta chwila kiedy patrząc w lustro słyszysz tajemniczy głos:

– Czas wziąć się za siebie.

Sama nie wiesz czy dostałaś paranoi, czy może faktycznie zwierciadło przemówiło jak w bajce o królewnie Śnieżce. Głos ten jednak nie cichnie, a wręcz przeciwnie dudni w twojej głowie coraz głośniej i głośniej. I co dalej? – pytasz. Posłuchać go czy olać?

Takie oto dylematy przychodziły do mnie często, nie tylko przed nadchodzącym nowym rokiem. Odbywało się to w każdy poniedziałek, po każdej chorobie, po wakacjach oraz w weekendy. Znacie to?

Pracuję jako trener już prawie sześć lat i powiem wam, że nie znalazłam do tej pory metody, która stale podtrzymuje motywację. Wiem bowiem, że życie to sinusoida. Ważny jest czas pracy i czas regeneracji, nie da się być cały czas na speedzie (spidzie?). Choć niektórzy twierdzą, że tak.

Motywacja na zewnątrz i w środku

Motywacja, po co nam potrzebna? Jak dla mnie to taki impuls do działania. Ten impuls może być od czegoś z zewnątrz lub pochodzić w własnego wnętrza.

Legenda głosi, że motywacja wewnętrzna jest bardziej skuteczna, ponieważ nasze działania skierowane są głównie od nas i dla nas samych. Jednak czasem, aby dotrzeć do takiego momentu warto dostać kopa od kogoś innego. Gdyby motywacja zewnętrzna nie istniała zawód trenera nie miałby racji bytu. Jak również np. coach motywacyjny typu Anthony Robbins (którego bardzo zresztą lubię).

Wierzę jednak w przypadki osób, które potrafią zmotywować się same. I nie mam na myśli tylko ćwiczeń, myślę również o spełnianiu marzeń. Wierzę w takie przypadki, ponieważ sama często jestem jednym z nich. To nie znaczy, że zawsze i wszędzie. Ponieważ do działania czasem inspiruje mnie książka, rodzeństwo czy filmik na you tube. I to jest ok, pod warunkiem, że robię to dla siebie.

Dla kogo to robisz?

No właśnie. Jeśli podejmujesz jakieś działania to dla kogo to robisz? W pierwszym odruchu możesz być pewny, że dla siebie. Ale warto zapytać raz jeszcze. Czy zawód, który wybrałeś to TWOJE spełnienie marzeń? Czy partner, z którym jesteś to ta jedyna, wyjątkowa dla CIEBIE osoba? Czy idziesz na siłownię, by dobrze poczuć się w SWOIM ciele?

Często zdarza się, że robimy rzeczy pod innych. Dla rodziców, dla babci, dla otoczenia, bo co ludzie powiedzą?

Znam historię przyjaciółki, która 10 lat przetrwała w małżeństwie, po czym uświadomiła sobie, że wzięła ślub dla rodziców i rozwiodła się. Można się za głowę złapać jak to jest możliwe. Ale istnieją takie przypadki jeśli bardzo zależy nam na czyjeś opinii, jeśli jesteśmy od kogoś emocjonalnie, a czasem finansowo uzależnieni, kiedy całe życie żyliśmy dla innych. Czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, dopóki nie wylejemy na siebie wiadra zimnej wody.

A macie takich znajomych, którzy rzucili w połowie studia, ponieważ to nie był ich wybór tylko rodzice by się cieszyli, babcia dała pieniądze, bądź wszyscy znajomi tam poszli. A może sami tego doświadczyliście? Tak samo jest z ćwiczeniami. Kiedy robimy to dla innych, aby się pokazać albo coś udowodnić to nasza motywacja do treningów szybko słabnie. A siłownia staje się zapomnianą krainą.

Najlepsze rozwiązanie jest w tobie

Najmocniejsza i najskuteczniejsza motywacja to ta W NAS I DLA NAS. W terapii jest taka zasada – terapeuta nie może dać rozwiązania pacjentowi. Może jedynie pomóc zajrzeć mu w takie zakamarki podświadomości, gdzie ukryte są odpowiedzi. Ponieważ najlepsze rozwiązanie to takie, które pochodzi od nas samych. Dopiero wtedy istnieje duża szansa na wprowadzenie go w życie. A przecież potrafimy być genialni i bardzo kreatywni.

Rady od innych nie zawsze są pomocne. Każdy bowiem mówi z własnego punktu widzenia, a przecież to my znamy siebie najlepiej i dobrze wiemy czego potrzebujemy.

Dlatego też kiedy namawiałam starszą siostrę na fitness to zapierała się nogami i rękoma. Ponieważ to była moja wizja. A po pewnym czasie dowiedziałam się, że sama zapisała się do klubu bez mojej pomocy. Do pewnych decyzji dojrzewamy sami i to jest świetne. Bo kiedy jakiś pomysł staje się naszą własną wizją to  wtedy ma największą szansę na realizację.

Dwa rodzaje motywacji

A co nas motywuje?

Mnie np. motywuje stan gdy przytyję (czas iść poćwiczyć), to jak widzę, że potrzebuję kupić coś ważnego, a brakuje mi pieniędzy (czas dorobić), jak bolą mnie plecy (czas się rozciągnąć, iść na masaż, siedzieć prawidłowo), jak ktoś na mnie nakrzyczy, a ja zaczynam uważać się za beznadziejną osobę (czas iść na terapię).

Albo: kiedy chcę spełnić jakieś marzenie, do którego mam już jakieś narzędzia, kiedy ktoś oferuje mi pomoc w zdobyciu nowych umiejętności, kiedy czytam o czymś wartościowym i mam przed sobą obraz wewnętrznej zmiany, kiedy osiągam efekty w ćwiczeniach i widzę, że jest to skuteczne.

Pewnie jak zauważyliście pierwsze pomysły były z powodu niewygody, a drugie z powodu zysków i efektów. Nazwałabym to motywacją opartą na CIERPIENIU i na INSPIRACJI.

Działania podejmujemy wtedy, kiedy coś bardzo zaczyna nas uwierać, np. kamień w bucie, ale także wtedy, kiedy widzimy  pozytywny efekt czyjegoś lub swojego działania, np. czujemy, że but jest wygodniejszy, kiedy włożymy do niego wkładkę.

Cierpieć po to, by dokonać zmian

Pisałam kiedyś o cierpieniu jako głównym motorze do zmian tutaj: http://karinasikorska.pl/2016/07/26/czego-potrzebujemy-aby-zmienic-swoje-zycie/

Są w naszym życiu po prostu rzeczy, których nie chcemy, takie jak toksyczny związek, mało kreatywne zajęcie zawodowe, niezadowalające zarobki czy choćby nadwaga. Potrafimy tkwić w nich bardzo długo i zamiast motywować się do zmiany wciąż szukamy wymówek, aby tam być. Aż w końcu przychodzi taki dzień, że mamy dosyć, ponieważ szala przechyla się na zbyt duże cierpienie i wtedy zaczynamy coś z tym robić.

Albo co gorsza los daje nam tak po dupie, że nie ma już innego wyjścia, jak się pozbierać. Pewnie znacie te przypadki, kiedy ktoś nie dba o swoje zdrowie, a później ląduje w szpitalu z powodu zawału. Albo pracuje w miejscu, które go wykańcza i kończy z depresją lub nerwicą. Dzwonki ostrzegawcze biją już od jakiegoś czasu, ale nikt ich nie słyszy. Dlatego często w naszym życiu dzwoni już taki dzwon niczym z wieży kościelnej, z nadzieją, że się obudzimy. Dlaczego więc czekamy? Na co czekamy? Może na gwiazdkę z nieba. Powiem wam coś w tajemnicy, ona nie nadleci, jeśli sami po nią nie sięgniemy.

Zainspiruj się swoim działaniem

Druga forma motywacji to inspiracja.

Inspiracja bierze się od innych, ale także od nas samych. I nie wiem czemu kiedy o tym piszę uśmiecham się. Myślę, że jest to wizja pięknego życia, którą potrafię stworzyć w mojej głowie. Którą każdy z nas potrafi wykreować. A w momencie jej realizowania nasze chęci rosną w siłę.

Gdy patrzymy na innych, jak można żyć, ile zrealizować planów i jak bardzo być szczęśliwym zaczynamy pragnąć podobnych rzeczy. Tacy ludzie mogą służyć jako natchnienie. Ale nie musimy na nikogo się oglądać, bo często obraz spełnionych marzeń mamy już we własnym sercu.

Nasze cele potrafią skłonić nas do działania. Same w sobie są genialne! A zwłaszcza wtedy, kiedy już wykonaliśmy pierwszy krok i widzimy, że to działa. Tak jak z ćwiczeniami. Najbardziej motywuje nawet mały efekt. Mój partner po tygodniu siłowni mówi, że ma jędrniejszą skórę i teraz śmiga tam z ogromną ochotą licząc na więcej.

No, ale aby mieć choć mały rezultat dobrze zrobić coś w jego kierunku. Nie zaczynajmy więc zmian od ogromnych oczekiwań, wystarczą malutkie, żeby wyczarować więcej.

Na początek wystarczy dobrze zrobiona zupa, aby w przyszłości zostać kucharzem w wykwintnej restauracji, zadowolenie z własnego postu na Facebooku, aby w końcu wydać książkę, jeden trening, aby zgubić dziesięć kilo, czy jeden wykład, aby stać się po pięciu latach magistrem.

Każdy duży sukces zaczyna się od małego kroku.

Dlatego dziś życzę wam takich małych wielkich kroków ku realizacji planów w nadchodzącym 2019 roku, Kochani !

Z miłością <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.